Londyn, Paryż, Nowy Jork… Metropolie, które męczą.

londyn

Na wieś zabitą dechami jeszcze się nie wybieram, ale wielkie metropolie nie są już dla mnie. Warszawa jeszcze daje radę, ale Londynowi podziękuję. Czy to starość, czy po prostu zmiana priorytetów?

Kiedyś duże miasta wzbudzały we mnie zachwyt. Dodawały energii i motywowały do działania. Dziś jest odwrotnie. Tłum, hałas i wielkie odległości pozbawiają mnie dobrych wibracji i po prostu męczą. Kiedyś przepełniony pub i przekrzykiwanie się ze znajomymi nie stanowiły problemu. Dziś wybieram restaurację na uboczu, gdzie mogę nie tylko dobrze zjeść, ale i w spokoju porozmawiać. Jeżdżenie komunikacją z jednego końca miasta na drugi też nie wzbudzało we mnie kiedyś negatywnych emocji. Dziś chcę być jak najszybciej na miejscu i to najlepiej jadąc samochodem i omijając korki. Mieszkając w Warszawie to raczej się wyklucza, ale i tak nieźle sobie radzę. Moja siostra pewnie powiedziałaby: „Oj Emi… nie marudź, starzejesz się”. Może coś w tym jest, bo przecież coraz więcej ludzi wyprowadza się na wieś na stare lata, ale czy moje 33 wiosny to już starość? Nie przesadzajmy… Aż tak źle ze mną nie jest. Dojenie krów, uprawianie własnej marchewki i dojeżdżanie 2 godziny do pracy nie jest dla mnie. Skrajności to w ogóle nie moja bajka. Wolę równowagę i to w różnych sferach życia. Jak to jednak jest u mnie z tą ucieczką od zgiełku wielkich miast?

Jeśli znasz mój wpis o Zlocie czarownic, to wiesz, że pod koniec października byłam przez kilka dni w Londynie. Wcześniej odwiedziłam go w lipcu, więc mogłabym polubić to życie wielkiego miasta. Wprawdzie sama mieszkam w Warszawie, ale szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie życia w jeszcze większym mieście. Londyn już jest za duży, za głośny, zbyt chaotyczny. Pomimo świetnie rozwiniętej komunikacji i aż dwunastu linii metra, przemieszczanie się z jednego miejsca na drugie bywa męczące. Samo przejście między stacjami oznacza nieraz solidny spacer. Takie przechadzki przez kilka dni są świetne, ale żeby tak na co dzień? To już nie mój świat. Przyznaję, że bliżej mi w ostatnich latach do małego miasta w Holandii, gdzie mieszka moja siostra, niż do światowych metropolii.

Pomimo, że mieszkam w Warszawie, to wyprowadziłam się z dzielnicy, na której wciąż powstają nowe budynki, a wyjście na zewnątrz oznacza hałas ciężarówek, walkę o miejsca parkingowe i wstrzymywanie oddechu w obawie przed duszącym kurzem i piachem. Gdybym miała być dokładna, to właściwie mieszkam kilkaset metrów za tabliczką „Warszawa”. Teraz mam ciszę i spokój. Widok z kuchni i salonu na piękne drzewa i świadomość, że obok nie wyrośnie żaden blok jest cudowna. Jednocześnie jestem tak blisko „uroków” stolicy, że wystarczą 3 minuty jazdy samochodem, a już mogę korzystać ze wszystkich dobrodziejstw wielkiego miasta. To dla mnie sytuacja idealna. A może tak kiedyś zamieszkać na małej greckiej wyspie lub w Australii nad brzegiem oceanu? Macie swoje wymarzone miejsca na Ziemi?

Na moim osiedlu - Fot. Emilia Lis

Na moim osiedlu – Fot. Emilia Lis

 

Reklamy

8 uwag do wpisu “Londyn, Paryż, Nowy Jork… Metropolie, które męczą.

  1. Mieszkałam w Londynie 5 lat, byłam młoda, ambitna, nie miałam rodziny i był to dla mnie raj na ziemi. Od kiedy mam dzieci wiele się zmieniło, wolę spokój, ale w granicach rozsądku. Przez 12 lat mieszkaliśmy na wsi, daleko od jakiegokolwiek miasta, wszędzie musiałam dojeżdżać autem i było za spokojnie. Dopiero teraz znalazłam moje miejsce na ziemi. Od lutego mieszkam w starym wiktoriańskim domu, w niedużym miasteczku. Gdy wychodzę z domu głównym wejściem, mam miasto, z restauracjami i teatrem, fajnymi sklepami, ale na tyle duże, że mogę je przejść całe na własnych nogach. Gdy wychodzę z domu tylnymi drzwiami, za ogrodem mam rzekę wśród pól i lasów i mogę się włóczyć z psem godzinami. Mam wreszcie balans

    Lubię to

    • Powiem ci, że brzmi cudnie i czuć, że jest to twoje miejsce na ziemi po tym, jak to opisujesz:) Chyba każdy ma po prostu różne etapy w swoim życiu, gdy ma inne potrzeby i priorytety. Poza tym dojrzałość – ta wiekowa i emocjonalna pewnie też ma znaczenie:) Życzę ci zatem wspaniałych lat w twoim domu, chyba, że gdzieś indziej cię nogi poniosą…:)

      Polubione przez 1 osoba

      • Chyba nie 🙂 Z tego co widze, dobrze wybralas – blisko miasta, ale nie w centrum. Ja marze o zamieszkaniu na poludniu Francji, mozesz mieszkac w sielskiej wiosce, a w 20 minut dojezdzasz do miasta, gdzie sa teatry, muzea i restauracje. Uklad idealny 🙂

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s