Mam cię w nosie, czyli 7 grzechów głównych instruktora – cz.3

fitness-1291997_1280

Instruktor, który nic nie widzi, nic nie słyszy i rzadko kiedy mówi, a przynajmniej nie to, co powinien. Znasz takiego czy może sam uderzysz się w pierś?

Wybieram się na TBC do jednego z sieciowych warszawskich klubów fitness. Na sali około 20 osób: stali bywalcy w pierwszych rzędach, świeża krew w ostatnim i sporadyczni uczestnicy w środku tego całego zamieszania. Ja zaliczam się do tych ostatnich. Na treningi do innych instruktorów chodzę co jakiś czas, gdy mam wolny weekend lub po prostu potrzebuję innego treningu niż ten, który jest mi najbliższy na co dzień czyli: Pilates, Port De Bras i lekcje tańca.

 Staram się wtedy nie oceniać, nie porównywać, korzystać maksymalnie z treningu. Ale czasami, jak w tym przypadku, po prostu się nie da. Choćbym nie wiem jak się starała, to naprawdę nie sposób zauważyć, że pani w pierwszym rzędzie wymachuje hantlami na wszystkie strony i nie wiem czy zaraz uderzy samą siebie czy ktoś obok będzie miał bliskie spotkanie z niezidentyfikowanym obiektem latającym. To nie wszystko. Większość osób podczas wykonywania przysiadów (Squat), wysuwa kolana pół metra przed stopy i przyznaję, że boli mnie od samego patrzenia. Do tego dodajmy wyginające się kręgosłupy przy „brzuszkach” i tańczące pupy w leżeniu na brzuchu. Przez chwilę zastanawiam się, czy nie pomyliłam sali i nie jestem przypadkiem na zajęciach z Dancehallu.

Jednak nie, to wciąż TBC, które na szczęście dla mnie nie jest nowością. Wiem, co i jak robić, znam prawidłową technikę wykonywania ćwiczeń. Gorzej z innymi, (poza wyjątkami), bo są skazani na samych siebie. Zrobią ćwiczenie dobrze, lub nie. Będą cieszyć się potem pięknymi pośladkami lub płakać z powodu bólu kolan. Dlaczego tak? Bo instruktor ma w głębokim poważaniu to, jak ćwiczą jego podopieczni. Instruktor powinien instruować, ale to nie oznacza jedynie wydawania poleceń, ale także uczenia praktycznych umiejętności. Jak można nauczyć, nie zwracając uwagi na błędy ? Jak widać można. Instruktorka co jakiś czas podaje cenną wskazówkę dotyczącą danego ćwiczenia, ale o sprawdzeniu, czy dotarła ona do ćwiczących można zapomnieć. Nie podchodzi do żadnej z ćwiczących osób ani razu. Mam aż ochotę podejść do kobiet obok, by choć kolana nie wychylały się na metr od tułowia, ale aż tak mnie nie poniosło.
Z zajęć wychodzę zniesmaczona, zawiedziona i wkurzona. Wiecie dlaczego? Bo, w szatni słyszę hasła:
Super było,
Ale wycisk,
Oj będą zakwasy jutro,
Ale się spociłam, super

Już pominę, że jutro to będzie po prostu ból w mięśniach, a nie żadne zakwasy, ale te zachwyty sprawiają, że jest mi po prostu przykro.  Otaczam swoich klientów opieką, nie pozostawiam ich samym sobie, a tu wystarczy, że się rzuci kilka komend, poćwiczy razem z grupą wpatrując się w lustro, zamiast w klientów i pełen zachwyt jest. To po co ja się tak wysilam? Może nie warto?
Tyle w ludziach jest nieświadomości. Nie mają pojęcia, że instruktor powinien otoczyć ich opieką, umiejętnie i kulturalnie korygować błędy, a wszystko w trosce o klienta. Tu jednak klienci nie są do tego przyzwyczajeni i pewnie skorygowanie błędu potraktowaliby jako karę. Potem trafiają do nas, (instruktorów dbających o klienta), takie nieświadome niczego osoby i trzeba ich edukować niemal od samego początku.

A może to zbyt czarny scenariusz?
Może taka osoba wreszcie poczułaby, że nie jest jedną z wielu i zasługuje na uwagę i troskę. Doceniłaby to, że instruktor naprawdę uczy, a nie tylko przeprowadza zajęcia by mieć je z głowy. W to wierzę i tego się trzymam. Powiecie, że ludzie nie lubią poprawiania i wytykania? Wszystko zależy od tego, jak to zrobisz. Możesz krzyknąć z końca sali do klienta na końcu, że ćwiczy beznadziejnie, albo podejść i dyskretnie skorygować błąd tak, by poczuł, że się o niego troszczysz, a nie że masz zły dzień.

Ten grzech instruktorski opisuję na przykładzie jednej sytuacji, ale to nie znaczy, że nie było takich więcej. Niestety były i uwierzcie mi, że wciąż jest to częsty widok, zwłaszcza w klubach sieciowych, gdzie na sali jest 50 osób. Przeraża mnie ta ilość i jasne, że wtedy instruktor nie jest w stanie poprawić wszystkich. Jednak nawet tu warto zrobić niewiele, coś, cokolwiek, niż nic.

TROSKA O KLIENTA to nie jest dobra wola, czy miły gest.
To OBOWIĄZEK instruktora i koniec kropka.

Przeczytaj też o innych grzechach instruktorów:

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s