Wakacyjny fitness w hotelu all inclusive to ściema.

Nie wszyscy jadą na wakacje All Inclusive, by tylko dobrze zjeść. Niektórzy chcą poćwiczyć, ale fitness w hotelu to nieporozumienie. Jeśli liczysz na dobry wakacyjny trening to się przeliczysz.

Odbyłam kilka wyjazdów wakacyjnych do hoteli 4 lub 5 gwiazdkowych. Często wszystko było na najwyższym poziomie z wyjątkiem fitnessu. Wiadomo, że zboczenie zawodowe nie pozwala mi przejść obojętnie obok fuszerki instruktorskiej, ale uwierzcie, że na wakacjach staram się zapomnieć o pracy. Wówczas przymykam oko na różne rzeczy, nie unoszę się dumą i idę ćwiczyć do innych. Nie wpycham się na sam przód i nawet czasem robię mniej precyzyjne ruchy, by nie zestresować instruktorki i innych ćwiczących, którzy najczęściej ledwo odróżniają prawą nogę od lewej. Wyzwanie jest ogromne, bo niestety obok tego, co dzieje się na zajęciach fitness w hotelowych kurortach, ciężko przejść obojętnie.

Cofnę się do zeszłorocznego pobytu w Turcji. Hotel świetny, jedzenie – bajka, obsługa i zakwaterowanie też bez zarzutu. Fitness jednak pozostawiał wiele do życzenia. Wprawdzie trochę pokręciłam biodrem na zajęciach latino solo, stretching też zaliczyłam, ale przy stepie czy prostych choreografiach na podłodze zaczęły się schody. Muzyka fitnessowa  – zapomnij. Leciały wakacyjne hity, które hotelowy DJ miksował jak mu się podobało. Do tego dodajmy instruktorkę, której słoń nadepnął na ucho, chaos w nauczaniu choreografii i ciągłe pomyłki. Katastrofa wisiała w powietrzu i uwierzcie mi, że nieraz było mi szkoda prowadzącej. Widać, że dziewczyna świeżo po kursie, jakieś podstawy miała, ale poza połączenie: step touch + heel back + 4 kolana, nie powinna wychodzić.  Momentami miałam jednak ochotę podejść i zaproponować, że poprowadzę zajęcia – za darmo, dla przyjemności, dla zmniejszenia stresu instruktorki. Całe szczęście, że wzmacnianie było całkiem, całkiem.

Wiadomo, że na taką wakacyjną pracę nie skuszą się instruktorzy z wieloletnim stażem, nie tylko ze względu na zarobki, ale i mało ambitne zajęcia. To wręcz idealna praca dla młodych ludzi, instruktorów, którzy zaczynają swoją przygodę z fitnessem. Obawiam się jednak, że często na takie wyjazdy trafiają osoby po weekendowych kursach na instruktora fitness. Jednak ta weryfikacja to osobny temat na inną dyskusję. Sama kiedyś pracowałam w Hiszpanii w andaluzyjskich hotelach, gdzie miałam prowadzić zajęcia fitness, a zajmowałam się… tego pewnie się kiedyś dowiecie. Wiem w każdym razie, na jakiej podstawie wybiera się kandydatów do pracy instruktora czy animatora w hotelowych kurortach. Doświadczenie i umiejętności niewiele mają tu do rzeczy, a castingi na instruktora to w ogóle jest ciekawy temat.

Wróćmy jednak do fitnessu w tureckim hotelu. Mata ceratowa, którą widać na zdjęciu wyżej, kompletnie nie nadawała się do ćwiczeń i tylko utrudniała trening. Ciało ślizgało się po gorącej ceracie, która rolowała się z każdym ruchem. To jednak można było obejść, rzucając matę w bok. Hit każdego treningu to jednak obuwie, a raczej jego brak, zwłaszcza na stepie. Sama często ćwiczyłam w koszulce lub letnim kombinezonie zarzuconym tylko na strój kąpielowy, ale na step nie odważyłabym się wejść w … klapkach.

Brzmi nieprawdopodobnie, ale jednak to prawda. Królowe kurortu szalejące na stepie w pareo plączącym się pod nogami i w japonkach na stopach to widok codzienny. Długo nie musiałam czekać na wypadek. Raz, dwa i … leci, turla się, jęczy, że boli kostka. Oczywiście podbiegłam by pomóc, ale nie mogłam sobie pozwolić na to, by nie wspomnieć o braku odpowiedniego obuwia. O technice wchodzenia na step, a raczej jej braku już nie będę się wypowiadać. Żałuję tylko, że nie mam ani jednego zdjęcia przedstawiającego wakacyjną ekipę fitnessową w akcji. Dziś pewnie by się nie obyło bez uwiecznienia tego na zdjęciu, ku przestrodze oczywiście.

Gdy podeszłam do instruktorki, by w ogóle powiedzieć, że w klapkach nie powinna nikomu pozwolić ćwiczyć, to powiedziała, że nie może tego zabronić. Zasady panujące w hotelu i warunki jej umowy są takie, że wczasowicz może ćwiczyć w czym chce i jak chce, ważne by dobrze się bawił. Zaniemówiłam. Może ja po prostu źle rozumiem „troskę” o klienta?

W tym roku nie wybieram się pod palmy, więc nie będę miała szansy na zrobienie fitnessowego wywiadu, ale co odwlecze, to nie uciecze.
Ciekawa jestem, czy jest w ogóle szansa na to, by w jakimś zagranicznym kurorcie trafić na zajęcia, które może nie powalą na kolana, ale będą prowadzone choć na podstawowym, przyzwoitym poziomie. Jeśli możecie coś polecić to chętnie się dowiem, a i historie z piekła rodem przyjmę.

 

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Wakacyjny fitness w hotelu all inclusive to ściema.

  1. Kilka lat temu (4-5) byłam na Rodos na wczasach All inclusive.Wybieram hotele tańsze góra 4* Tam była gimnastyka poranna o 7.30 pilates na trawniku na matach który teraz po latach oceniam w miarę przyzwoicie ale poziom był mocno podstawowy. ok 12 był aerobik w basenie – specjalnie do tego przeznaczonym woda do ramion w najgłębszym miejscu a do kostek przy brzegu. na początku byłyśmy tylko dwie chętne ja i koleżanka ale Pani instruktorka była taka energetyczna , że pod koniec turnusu trudno było o miejsce w basenie.
    bawiłyśmy się świetnie dostawałyśmy piłki lub pływaki do ćwiczeń.

    nie pamiętam jak instruktorka miała na imię ale na wspomnienie o niej uśmiecham się. Była Polką z Wrocławia po AWFie

    Małgorzata

    Lubię to

    • Dziękuję ci za twoje wrażenia. Super, że dobrze wspominasz te zajęcia, a najważniejsze, że dzięki twojej odwadze inne osoby zdecydowały się na wziecie udziału w zajęciach;)

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s